Wrażliwość matki – co się we mnie zmieniło po ciąży

Wrażliwość matki – co się we mnie zmieniło po ciąży

2019-01-25 4

Na zdjęciu ja wypatrująca dziecka na horyzoncie. Pamiętam dokładnie ten dzień, wakacje, zwiedzanie Dubrownika, ponad 40 stopni i jedna wielka gonitwa myśli. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, że już byłam w ciąży. Ale przeczuwałam to. Wtedy właśnie zaczynał się mój “odmienny stan” i odmienność moich myśli. Ta druga już ze mną została.

To nie może być tylko kwestia hormonów. Mam wrażenie, że się nadużywa właśnie takiego zwalania na hormony. Ciężarna płacze – hormony, ciężarna się śmieje – hormony, potem to samo z matką karmiącą. Depresja poporodowa, baby blues, wahania nastrojów, tłumaczone często tak czysto biologicznie. A ja myślę, że jest jeszcze coś więcej. Taka Zmiana przez duże Z. Takie solidne życiowe przejście. Ja bym to porównała do stanu, kiedy pewnego dnia zakładasz dobrze dobrane okulary i okazuje się, że przez większość swojego życia widziałeś niewyraźnie, ale dopiero teraz dostrzegasz różnicę. Tę moją mentalną zmianę po ciąży wyobrażam sobie jako podkręcenie ostrości we własnej wrażliwości.

Ja zawsze byłam jedną z tych bardziej wrażliwych. Długo postrzegałam to jako swoją słabszą stronę. Dziś uważam, że to mój atut, czego dowodem jest założenie bloga i odważenie się na pisanie w nim takich treści jak dziś. Wrażliwość to piękna sprawa. Czasem korzystanie z niej kojarzy mi się z takim graniem na strunach duszy. Pewnie jest wiele wrażliwców, którzy to w sobie tłumią, zamiast wzniecać… Wielka szkoda.

Zdarzało mi się więc płakać na bajkach dla dzieci, albo słuchając pięknej muzyki na żywo. Zdarzało. Ale kiedy pojawiła się mała Ł. to już na całego sobie z tym poluzowałam (na bajce Coco nie mogłam się uspokoić po scenie pożegnania taty z córeczką). Wzruszanie się na wzruszających filmach to jednak nic w porównaniu do tego, co się ze mną dzieje, kiedy muszę oglądać jakieś sceny przemocy, zwłaszcza wobec dzieci. Kiedyś byłam wielką fanką seriali na HBO, a teraz nie jestem w stanie oglądać większości z nich. Sprawia mi to niemal fizyczny ból. Nie mogę po prostu.

Mój, krótki na szczęście, pobyt na oddziale patologii ciąży bardzo wiele we mnie zmienił. Spotkałam tam kilka Prawdziwych Wojowniczek. Uważam, że wydanie na świat dziecka to akt heroiczny. Umożliwienie życia istocie zupełnie bezbronnej! Co może być ważniejszego na tym świecie niż życie? Dlatego niedobrze mi się robi, kiedy widzę sceny pogardzania ludzkim życiem, upokarzania, zabijania. Tak samo mam z książkami. Zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś sięgnę po rasowy kryminał…

Co więcej? Czuję, że po ciąży jest we mnie więcej empatii, szczególnie w stosunku do innych kobiet. Towarzyszy mi też takie paradoksalne uczucie, że jednocześnie jestem bardzo silna, przekonana, że potrafię wiele, ale w tym samym czasie moja wrażliwość jest dziwnie dostępna, wystawiona na świat i podatna na zranienie – jak odsłonięte zakończenia nerwowe.

Powiedzcie mi, Drogie Mamy, czy Wy też się z tym spotkałyście? Czy raczej powinnam się leczyć? Mam nadzieję, że jednak wszystko ze mną jest w normie, bo muszę przyznać, że o wiele mi lepiej w życiu z tą moją podkręconą wrażliwością. Tyle spraw, kiedyś dla mnie niewidocznych, sprawia mi radość. Tak jakby zachwyt nad moim dzieckiem rozszerzał się na cały mój świat i jakby jakaś niewidzialna energia podpowiadała mi, czego powinnam unikać, a czemu poświęcać się bez reszty.

Dajcie znać, czy u Siebie też coś takiego zaobserwowałyście.

Samych zachwytów,

Iwona