Oddychaj, spaceruj, śpiewaj

Oddychaj, spaceruj, śpiewaj

2019-04-12 0

Prawie jak Jedz módl się kochaj, prawda? Tamta książka nie bez powodu stała się bestsellerem. Okazuje się, że jest coś bardzo przyciągającego w prostych prawdach. Proste czynności czasem ratują nas w bardzo skomplikowanych sytuacjach. A czy jest coś prostszego od oddychania? Jednak tak wiele osób robi to źle… Napiszę dzisiaj o moich sposobach na wiosenne przesilenie. Dopadło mnie i w tym roku, ale mam wrażenie, że już sobie gdzieś poszło;) A zatem…

Jak mawiał Hagrid, najsampierw – oddychanie

Na pewno możemy sobie przypomnieć sytuacje, w których uczyliśmy się poprawnego oddychania. Mi nasuwają się próby chóru i granie na flecie w orkiestrze dętej. Od dawna wiem, że można oddychać i o o o o O D D Y Y Y C H A A A Ć Ć Ć ć ć ć ć. Jednak dopiero podczas zajęć z pilatesu dla ciężarnych zaczęłam się nad tym o wiele bardziej zastanawiać. Instruktorka uświadomiła mi, jak ważne jest oddychanie przeponą, zwłaszcza w ciąży. Zmusza nas do uważniejszego nabierania i wypuszczania powietrza, którym karmimy całe ciało, a zwłaszcza dziecko. Powtórka z oddychania tym razem sprawiła, że zaczęłam analizować jak ja to robię na co dzień, czyli niezbyt świadomie i niezbyt dobrze.

Pamiętam, że często będąc w stresie mój oddech był bardzo płytki i zdarzało mi się czasem łapać wielki wdech, jakbym się topiła. To zabawne, że przez wiele lat nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to wygląda z zewnątrz – taki paniczny oddech ostatniej szansy.

Będąc w ciąży pożyczyłam też od mojego szwagra książkę Sztuka oddechu Dannego Penmana. Zawiera ona wiele ćwiczeń dotyczących nauki prawidłowego i uważnego oddychania w celu redukcji stresu i lepszej kontroli własnych emocji. Pamiętam, że niektóre z nich wydawały mi się śmieszne, ale mimo to wykonałam je wszystkie. Czy książka ta odmieniła moje życie? Nie, sama książka nie. Ale sprawiła, że kupiłam sobie następną – tym razem o uważnym jedzeniu posiłków. A potem następną i następną. I tak oto się wkręciłam w trening uważności, którego podstawę tworzy właśnie świadome oddychanie.

Jest pewne bardzo proste ćwiczenie, z którym spotkałam się w wielu książkach z różnych dziedzin (bo skoro oddychać trzeba w każdej dziedzinie życia, to warto to robić porządnie). To tak zwane oddychanie po kwadracie, a idzie to mniej więcej tak:

Usiądź wygodnie i zamknij oczy, jeśli chcesz. Powoli wdychaj powietrze licząc w głowie do czterech. Niech to będzie głęboki, duży oddech – tak żeby całe płuca się nim wypełniły. Potem zatrzymaj powietrze również licząc do czterech, a potem je wypuść i (zaskoczę Cię) – licz przy tym do czterech. Na koniec wstrzymaj oddech na cztery. I od nowa.

Ja robię to ćwiczenie kiedy się stresuję, albo kiedy jestem wkurzona. Działa też świetnie, kiedy nie mogę zasnąć.

Spacerowanie

Uważam, że spacer to najtańsze i najlepsze lekarstwo na ból istnienia. Na dylematy, kłopoty, smutki, ale i na celebrację życia – zwłaszcza teraz, kiedy wszystko kwitnie i się rodzi na naszych oczach. Dla mnie spacer to medytacja w ruchu. Najlepszy sposób, żeby szybko nabrać dystansu i przewietrzyć głowę. Wiele moich dobrych (a przynajmniej taką mam nadzieję) pomysłów zrodziło się podczas spacerowania.

Ważna jest jednak pewna regularność i schematyczność – mam kilka ulubionych ścieżek, na których spacer tam i z powrotem trwa przynajmniej godzinę. Najczęściej wybieram boczne drogi, gdzie nie ma takiego ruchu, albo w ogóle ścieżki leśne – drzewa są dobre na wszystko. Taka powtarzalność i uczucie, że jestem w swoim miejscu pozwala mi bardziej wypłynąć na głębię z moimi myślami. Chociaż uwielbiam góry, to muszę przyznać, że kiedy idę jakimś szlakiem po raz pierwszy, ciężej mi się myśli o swoich wewnętrznych sprawach, bo bardziej skupiam się wtedy na tym, co wokół mnie.

Śpiewanie

Who can live without it, I ask in all honesty
What would life be?
Without a song or a dance what are we?
So I say thank you for the music
For giving it to me

Ach, ta Abba…

Kiedy ostatnio to robiłaś/eś? Ja w dzieciństwie zawsze i wszędzie. Zmuszałam rodzinę i koleżanki, żeby mnie słuchały. Chętnie brałam udział w konkursach i ogólnie do śpiewania mnie nie trzeba było namawiać. Ale z wiekiem moja odwaga mnie opuściła. Stwierdziłam, że śpiewać należy perfekcyjnie, albo wcale. Jeśli mi się zdarzało, to tak, żeby nikt nie słyszał. Ale teraz… to zupełnie inna sprawa. Bo mam Ł. a ona mnie. I sobie śpiewamy. Odkąd się pojawiła szlifuję swój głos codziennie. Wielkie hity, takie jak: Na Wojtusia z popielnika, Kotki dwa, Była sobie żabka mała- to dla nas zaledwie rozgrzewka. Najchętniej usypia na Pieśni Priscilli z Wiedźmina.

Śpiew do dla mnie piękny sposób na uwalnianie emocji, tych dobrych i złych, ale i na  nawiązywanie więzi z drugim człowiekiem. Lubię sobie też czasem pośpiewać w kościele. Tak głośno, z przytupem – czasem dzieci się obracają w moją stronę, dziwnie wtedy na mnie patrzą. Ale ja czuję pewną siłę płynącą ze śpiewu setek ludzi łączącego się w jeden głos. Naprawdę jestem wtedy tu i teraz i jestem też częścią całości.

Tak więc:

Oddychaj – powoli, głęboko, tak jakbyś głaskał/a tym oddechem swoje Ja

Spaceruj – sam/a, z dzieckiem, przyjacielem, psem, niech to będą długie i dobre spacery (tak, żeby aplikacja Cię pochwaliła, dała puchar i fanfary za najlepsze wyniki)

Śpiewaj – niech ta Dusza się przewietrzy!

Istnieje mała szansa, że przedawkujesz, a to naprawdę niezły towar;)

Macie jakieś swoje ćwiczenia na oddychanie? Co robicie, żeby zwolnić?

A tak poza tym, to dajcie lajka lub serduszko, jeśli lubicie jak piszę;) Dostaję ostatnio dużo miłych słów o blogu i unoszę się nad ziemią;***

Samych zachwytów,

Iwona

P.S. To takie miłe – unosić się nad ziemią. A tak w ogóle, czy ktoś wie, gdzie się podziała wiosna?