Żyć dla siebie, czyli wariant podchwytliwy

Żyć dla siebie, czyli wariant podchwytliwy

2019-04-27 0

Rozmowa samej ze sobą o piątej rano. Kuchnia. Kubek z mlekiem. Cicho tak, że słychać deszcz.

– No dobra podpowiem Ci, bo się chyba sama nie domyślisz, a znowu o tym zapomniałaś – nie musisz ciągle sobie udowadniać, że jesteś kimś dobrym. Nie musisz wciąż się zamartwiać o przyszłość. Nie musisz wciąż się porównywać z innymi. Właściwie… nic nie musisz.

Kto powiedział, że życie jest konkursem talentów, wyścigiem do pierwszego miliona, jedną wielką tabelą celów do odkreślania? No kto? Wiesz kto?…

No właśnie ja też nie wiem…

To dlaczego zamiast być tu i teraz i uśmiechać się z wdzięczności za tę chwilę, kiedy jesteśmy wolni i zdrowi, my wciąż gnamy?

Żeby mieć więcej, a potem jeszcze więcej?

Żeby dorównać innym, bo oni już mają, a my jeszcze nie?

Żeby coś robić albo i nie robić, tylko dlatego, że inni od nas tego oczekują, albo na przekór im?

Piszę ten post o piątej rano, po dwóch godzinach niespania z zamartwień. Piętrzyły się w mojej głowie i wyskakiwały całymi stadami, jak z przeładowanych szuflad niemożliwie wysokiej komody. Piszę, żeby je tam z powrotem upchać i uciszyć choć na jakiś czas. Jedni palą, inni ćwiczą, grają, kupują, medytują, a ja piszę.

Bo kiedy piszę udaje mi się czasem rozwikłać nieco własne zagadki. Bywa, że przez kilka tygodni myślę o jakimś tekście, po to by w efekcie napisać go w zupełnie inny sposób niż zakładałam. W zgodzie ze sobą. Bardziej.

Niejeden stulatek pewnie ma ze mnie kupę śmiechu (to oczywiście hiperbola – wątpię, czy w pięknym, acz kameralnym gronie moich czytelników, znajduje się jakiś stulatek, ale mam nadzieję, że kiedyś tak będzie). Kiedy piszę, że życie to to, czy tamto…

Wiem, że się wszystko może odmienić. Czasem myślę, że jestem mistrzem wylewania dziecka z kąpielą (oczywiście nie dosłownie!), słomianego zapału, czy jednodniowych pomysłów na biznes życia. Ale to nie zmienia faktu, że tu i teraz, o 5:08, siedząc w swojej kuchni przy stole pełnym pustych butelek z Aventu, zabrudzonych śliniaczków i w obecności… jednego małego nakręcanego kurczątka, czuję, że jedyna słuszna droga w życiu to… własna droga.

Moja własna. Egoistyczna.

Bez przesadnego patrzenia za siebie, na innych którzy byli, są i będą. Oni też przede wszystkim powinni dbać o swoją drogę. Ich własną. Egoistyczną. Jeśli tego nie robią, to ich sprawa. Nie moja.

Jabłko to nie banan

Brene Brown pisała, że kiedy jest na basenie odpoczywa skupiając się na pływaniu własnym torem. Ale wystarczy, żeby ktoś w sąsiednim  torze do niej dołączył i wtedy włącza jej się porównywanie i konkurowanie. Jest nadmiernie sztywna i poprawna. Chce być szybsza. Lepsza.

Tyle mojego w tych kilku zdaniach. Od dziecka podpatrująca, jak być lepszym. Piątkowym. Dostającym się do szkół. Wygrywającym, zaliczającym z wyróżnieniem, robiącym certyfikaty…

Dwie opcje, jak dwie pory życia. Wygrywać albo się smucić.

Czasami za naszymi ograniczeniami stoją konkretni ludzie. Czasami zbudowało je wiele różnych osób i okoliczności. Dzieciom niestety rzadko mówi się, żeby się nie przejmowały, bo nic w przyrodzie nie jest idealne, a ludzie się od siebie różnią. Tak samo jak jabłko nie jest bananem. Mówi im się – nieładnie, niegrzecznie, nikt się tak nie zachowuje, a fe!- brzydka dziewczynka. Więc idą dalej coraz mniej odważnie, skazane na przypatrywanie się innym – grzeczniejszym i ładniejszym. Aż zapomną lub obrócą w śmiech egzotycznie dzikie bluszcze własnych marzeń. Własnych, a nie czyichś.

Czytam po raz kolejny przykazania Leszka Kołakowskiego. Dobrze mi robią, kiedy moje Ego się za bardzo wymądrza i każe biec za innymi. Byle ich dogonić, a potem wyprzedzić. Dobrze mi robią, kiedy zamartwiam się pierdołami o świcie, jakby były końcem świata.

Wklejam więc te słowa mądre, człowieka, który nie nazywał siebie mędrcem.

Przykazania Leszka Kołakowskiego:
Po pierwsze przyjaciele.

A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

Tyle prostych prawd. Marzę o tym, by kiedyś były dla mnie naturalne jak oddychanie.    

Samych zachwytów,

Iwona